Są takie zlecenia, które robimy nie dla tego, że można na nich zarobić, ale dla tego, że udało się coś wymyślić i chcemy to sprawdzić. To jest właśnie taka historia. Dysk SSD Goodram CX400 G2 o pojemności 1 TB trafił do nas na początku 2026 roku. Pisząc ten artykuł mamy wrzesień 2026 roku ( 7 miesięcy od przyjęcia i zlecenia odzyskiwania danych wciąż trwa)
Opis zgłoszony przez klienta był standardowy
dysk jest widoczny w systemi ale nie da się na nim nic zapisać ani odczytać z niego danych.
Diagnoza uszkodzonego dysku SSD
Diagnoza wykazała, że jest to dysk oparty o kontroler PS3111 ze standardowym błędem SATAFIRM S11 wynikającym z uszkodzenia pamięci. Zlecenie jakich zrobiłem setki do tej pory, ale nie spodziewałem się, że tym razem będzie aż tyle pracy.
Klient od razu zaakceptował koszty i powiedział, że życzy powodzenia bo kilka firm się poddało i odesłało mu dysk. W tym momencie zapaliła mi się czerwona lampka, bo przecież większość zleceń tego typu udaje się zrobić w jeden do 4 tygodni, a wyniki przeważnie są dobre. ( Od razu również napiszę, że to, że inne firmy nie zrobiły tego zlecenie nie wynika z ich złej woli czy braku umiejętności. Czasem po prostu na rozwiązania wpada się przypadkiem i to jest taki właśnie temat)
Do zlecenia podeszliśmy standardowo. Dysk został wprowadzony w stan serwisowy, do procesora został załadowany loader ( uniwersalne programowanie) i zbudowany translator (coś w rodzaju mapy bloków danych). Translator budował się nieco dłużej niż powinien, ale po kilku godzinach od podłączenia dysku przystąpiliśmy do kopiowania danych.
Dysk generalnie się kopiował, błędów było bardzo dużo bo ponad 50% do około 1/3 pojemności a później właściwie skopiował się bez błędów. Takie sytuacje często się zdarzają i tu tez byłem przygotowany, że w kolejnych przebiegach odczyt danych będziemy korygowali aż do zrobienia możliwie najlepszego obrazu dysku.
I tu właśnie się zaczęły się schody do nieba
Po analizie danych z pierwszego przebiegu okazało się, że dobrze wykopiowane sektory są puste mają same "00" lub "FF" jako wartości w HEX, natomiast sektory w których są fizycznie dane użytkownika w 95% są skopiowane z błędami. Początkowo nie było to dla mnie zaskoczeniem, bo takie zlecenia już się zdarzały i przy użyciu oddziaływania temperatury (lekko podgrzewając lub chłodząc pamięci) udawało się już wiele razy skorygować błedy odczytu i odzyskać dane klienta.
Ale tym razem było inaczej. standardowe metody niestety nie zadziałały. Ani podgrzewanie pamięci, ani ich chłodzenie nawet do -25C nic nie dawały żadnych rezultatów. Nawet jeden sektor się nie skorygował. I tu zapaliła się kolejna czerwona lamka i wyjaśniła sytuacja z życzeniami powodzenia od klienta.
Przez około tydzień dysk był poddawany rożnym próbom ale nic to nie dawało. Z desperacji użyłem zamrażacza do elektroniki, który potrafi obniżyć temperaturę do -55 stopni Celcjusza i o dziwo pojedyncze sektory zaczęły się kopiować poprawnie. kolejna próba zamrożenia dysku i kolejne 2 sektory na zielono i tak dalej. Przypomniało mi się wtedy, że mam w serwisie specjalną zamrażarkę, która potrafi osiągnąć -150 stopni ( a używana była do rozwarstwiania ekranów smartfonów) nie była ona przystosowana do ciągłej pracy, ale po modyfikacji udało się ją do tego przygotować)
Przyszedł czas na testy ekstremalnie ujemnych temperatur.
W naszej pracy robi się wszystko aby jak najmniej zaszkodzić, ale jak nic nie działa, a klientowi zależy na danych, czasem przekraczamy granice zdrowego rozsądku i tak jest tym razem. proszę jednak aby podejść do tego tematu jak do eksperymentu z pozytywnym rezultatem.
Test numer 1 na naszym dysku testowym, z którego już wcześniej dane zostały odzyskane. Na innym stanowisku dysk testowy został wprowadzony w stan serwisowy, zbudowany translator i po odczycie włożony do zamrażalki. Temperatury były zmieniane od +20C w dół aż do -130C, bo przy tej temperaturze dysk przestał działać. Efekt nie był zadowalający bo w testowym dysku ujemne temperatury nie poprawiły odczytu, ale udało się sprawdzić graniczną ujemną temperaturę przy której dysk jeszcze odpowiadał i było -128C, przy -130C dysk po prostu się zawiesił. Po ociepleniu zaczął działać. Test ten przeprowadziłem 10 razy aby mieć pewność, że nie uszkodzę dysku. Efekt za każdym razem był ten sam. -130C i dysk przestawał odpowiadać.
Test numer 2 z dyskiem klienta. Dysk został umieszczony w komorze zamrażarki i temperatura stopniowo co 5 stopni była obniżana w dół. Do -50C nic się nie działo pozytywnego, ale poniżej -80C sektory zaczęły się odczytywać.
Ostatecznie po testach okazało się, że temperatura - 115C do -120C daje najlepsze rezultaty i na dobę można skorygować 500000 do 2000000 sektorów.
We wrześniu 2026 roku, po niecałych 7 miesiącach prac mamy około 65% sprawnych plików klienta. Na dzień pisania tego artykułu pozostało około 8 GB danych użytkownika do skorygowania.
To zlecenie pokazuje, że odzyskiwanie danych nie jest odtwórczą pracą, są na rynku narzędzia takiej jak PC3000, które robią naprawdę dobrą robotę, ale coraz częściej musimy się wspomagać dodatkowymi urządzeniami i czasem trzeba mieć trochę szczęścia.
W tym przypadku, po około 2 miesiącach doszły, jeszcze kolejne kłopoty. Podczas odzyskiwania danych pękły kulki BGA pod kontrolerem i pamięciami i musiałem zrobić reballing kontrolera i pamięci. Przy okazji cyna została wymieniona na zawierającą ołów i na ołowianej cynie dysk działa do dziś.
Opłata za to zlecenie na pewno nie pokryje kosztów, ale pewne rzeczy trzeba robić, aby zdobywać doświadczenie - i to jest taki przypadek. Poniżej krótki filmik z tego zlecenia
