Gdy klient przynosi do laboratorium dysk po upadku, jedno z pierwszych pytań brzmi: czy w chwili upadku pracował? Od odpowiedzi zależy, czego spodziewamy się po otwarciu obudowy, w jakiej kolejności prowadzimy diagnozę i jak ostrożnie trzeba podejść do pierwszego odczytu. Dysk twardy znosi wstrząsy zupełnie inaczej, gdy talerze stoją, a inaczej, gdy wirują z prędkością kilku tysięcy obrotów na minutę.
Gdzie są głowice, gdy dysk pracuje, a gdzie, gdy jest wyłączony
Współczesne dyski nie trzymają wyłączonych głowic nad talerzami. Przy zatrzymaniu, także po nagłym odcięciu zasilania, ramię zjeżdża na plastikową rampę przy krawędzi talerzy i tam spoczywa. W tym położeniu głowice nie dotykają powierzchni z danymi. Podczas pracy sytuacja jest zupełnie inna. Głowica unosi się nad wirującym talerzem na cienkiej poduszce powietrza, na wysokości zaledwie kilku nanometrów. Pod nią znajduje się warstwa smaru o grubości około nanometra, ochronna powłoka węglowa i właściwa warstwa magnetyczna z zapisem. Nagłe przyspieszenie przy uderzeniu o podłogę przełamuje siłę, która utrzymuje głowicę w stałej odległości od powierzchni, i głowica uderza w talerz. Na krawędzi talerza dysku 3,5 cala przy 7200 obr./min prędkość przekracza 120 km/h. Taki kontakt potrafi zerwać warstwę magnetyczną w ułamku sekundy.

Co mówią karty katalogowe
Producenci podają odporność na wstrząsy osobno dla pracy i dla spoczynku. Wartości wyraża się w jednostkach G, czyli wielokrotnościach przyspieszenia ziemskiego, przy określonym czasie trwania impulsu. Przykłady z aktualnych kart katalogowych: 1. Seagate BarraCuda 2,5 cala o pojemności od 500 GB do 2 TB: 400 G w pracy (impuls 2 ms) i 1000 G w spoczynku (1 ms). Modele 4 i 5 TB, z większą liczbą talerzy, mają niższe wartości: 300 G i 650 G. 2. WD Blue 3,5 cala: 30 G podczas zapisu i odczytu, 65 G przy samym odczycie i 250–350 G w spoczynku (impulsy 2 ms). 3. WD Red Plus 3,5 cala w pojemnościach od 2 do 8 TB: 70 G w pracy i 250–300 G w spoczynku. Wniosek jest prosty. Wyłączony dysk znosi wielokrotnie silniejsze uderzenia niż pracujący, a duże dyski stacjonarne są podczas pracy wyjątkowo wrażliwe. Liczb z różnych kart nie należy jednak porównywać bezpośrednio, bo producenci stosują różne czasy impulsu. Upadek z wysokości biurka na twardą podłogę łatwo przekracza wartości dopuszczalne podczas pracy, a przy pechowym uderzeniu w róg może przekroczyć także te dla spoczynku.
Upadek pracującego dysku: ryzyko dla powierzchni talerzy
Gdy dysk spada w trakcie pracy, najczęstszym skutkiem jest kontakt głowicy z talerzem. Uszkodzona głowica przestaje czytać, a drobiny oderwanej warstwy zostają na jej powierzchni i działają jak narzędzie skrawające. Jeśli dysk kręci się dalej, rysy się wydłużają, a pył rozchodzi się na kolejne talerze. Szczególnie niekorzystny jest moment parkowania lub rozpędzania, bo wtedy głowica może uderzyć w rampę pod złym kątem. Rokowanie zależy przede wszystkim od stanu powierzchni. Wymienić głowice na sprawne z dawcy da się w komorze czystej. Zniszczonej warstwy magnetycznej nie da się odtworzyć. Dlatego przy upadkach pracujących dysków odzysk bywa częściowy, a każde ponowne włączenie po zdarzeniu wyraźnie pogarsza sytuację. Zobacz też: Upuszczony dysk zewnętrzny: 5 rzeczy, których nie robić przed wizytą w laboratorium
Upadek wyłączonego dysku: zwykle lepsze rokowania
Gdy dysk był wyłączony, głowice stoją na rampie, a talerze się nie obracają. Uderzenie może zsunąć głowice z rampy na talerz, wygiąć ramię lub zawieszenie, uszkodzić łożysko silnika albo element na płytce elektroniki. Powierzchnia z danymi częściej jednak pozostaje nietknięta. Laboratoria zgodnie opisują ten scenariusz jako jeden z bardziej obiecujących, pod jednym warunkiem: dysku nie włączano po upadku. Wtedy naprawa zwykle sprowadza się do pracy mechanicznej w komorze czystej i ostrożnego odczytu. Jeśli taki dysk podłączono kilka razy „na próbę”, przewaga znika. Wygięta głowica przy pierwszym starcie zaczyna szorować po talerzu i przypadek wyłączonego dysku zamienia się w przypadek z uszkodzoną powierzchnią.

A czujniki upadku w laptopach?
Część laptopów i niektóre dyski mają akcelerometr, który wykrywa swobodny spadek i każe zaparkować głowice. To dobra ochrona, ale ma granice. Upadek z wysokości biurka trwa niespełna pół sekundy, a czujnik musi w tym czasie rozpoznać ruch i odprowadzić ramię. Nie zadziała przy uderzeniu bez swobodnego spadania, na przykład przy przewróceniu stojącego dysku lub kopnięciu obudowy. Większość dysków zewnętrznych na USB i komputerów stacjonarnych takiej ochrony w ogóle nie ma.
Co przekazać laboratorium
Opis zdarzenia pomaga zaplanować diagnozę. Warto zanotować: 1. Czy dysk w chwili upadku pracował, a jeśli tak, czy trwało kopiowanie. 2. Z jakiej wysokości i na jaką powierzchnię spadł. 3. Czy i ile razy był potem podłączany oraz jakie dźwięki wydawał. Bez względu na scenariusz zasady są te same. Przy jakichkolwiek objawach fizycznych wyłącz dysk, nie skanuj go programami, nie zamrażaj, nie otwieraj poza komorą czystą i nie podmieniaj płytki elektroniki bez przeniesienia danych adaptacyjnych.
Podsumowanie
Wyłączony dysk ma po upadku zwykle znacznie większe szanse niż pracujący, bo jego głowice spoczywają z dala od danych. Tę przewagę najłatwiej jednak zmarnować kolejnymi próbami uruchomienia. Jeśli Twój dysk spadł, nie sprawdzaj go samodzielnie i skontaktuj się z laboratorium. Ocenimy stan nośnika podczas diagnozy i przedstawimy wycenę, zanim rozpoczniemy prace.
